Dziś przygotowaliśmy polsko-amerykańską kolację wigilijną. Karpia zastąpił łosoś, a mandarynki – maliny i kiwi. Za to mamy kutię i makowiec 🙂 (wykupiliśmy chyba cały mak w supermarkecie – tutaj prawie nikt go nie używa, bo to raczej taki narkotyk). Akcenty amerykańskie to przede wszystkim miejsce i język, ale też prezenty otwieramy jutro – tutaj nie wolno otwierać ich w Wigilię!

Polska parafia ma dwie pasterki – o 22 i o północy. Boimy się trochę oblodzonych autostrad i pojedziemy na 22.

A tak wyglądały przygotowania, stół i my.

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *